Agentura w GO S

W zakładce „Agentura w GO S” znajdują się materiały dotyczące agenturalnej przeszłości Mariana Kotarskiego/ Mariana Pękalskiego, oficera Wydziału VI, Departamentu II MSW ( cywilny kontrwywiad) i jednocześnie esbeckiego agenta w GO S, którego zasługi dla SB są z pewnością olbrzymie, ale wiele aspektów jego działalności do dziś jest niejasna. Wszystkie osoby znające „Tadeusza”/Mariana Kotarskiego/ majora Mariana Pękalskiego proszone są o zapoznanie się z materiałami z tej zakładki oraz z tekstem – Kim jest „Tadeusz” ?  i nadsyłanie na adres glomar82@wp.pl  swoich relacji dotyczących oceny roli agentury w warszawskim podziemiu solidarnościowym. Wszystkie relacje i wypowiedzi będą publikowane  na stronie grupyoporu.pl.

Włodzimierz Domagalski – “Towarzysz porucznik idzie do podziemia” – “Uważam, Rze” nr 25/2012.

16 maja br. w Galerii Porczyńskich w Warszawie miała miejsce promocja książki Krystyny i Grzegorza Łubczyków „Pamięć II. Polscy uchodźcy na Węgrzech 1939-1945”, publikacji niezwykle ważnej, dokumentującej pomoc Węgrów polskim żołnierzom, którzy znaleźli się w tym kraju po kampanii wrześniowej. Wśród kilkuset uczestników tej promocji znaleźli się m.in. kardynał Kazimierz Nycz, posłowie i senatorowie RP, dyplomaci, kombatanci II wojny światowej. Wybitny aktor Olgierd Łukaszewicz odczytał list gratulacyjny prezydenta Bronisława Komorowskiego, adresowany do wydawcy. Oficynę Wydawniczą Rytm reprezentował jej dyrektor Marian Kotarski, który był bohaterem dnia i odbierał liczne gratulacje. Od 1990 r. wydał setki książek historycznych i odebrał wiele ważnych nagród, m.in. w 2001 r. z rąk ówczesnego Ministra Obrony Narodowej Bronisława Komorskiego otrzymał medal „Za zasługi dla Obronności Kraju”, a w tym samym roku został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi Republiki Węgierskiej. Nosi honorowy tytuł „Rycerza Klio”. „Rytm” był dotowany przez szereg instytucji państwowych III RP Zyskał prestiż, a jego i historyczny związek z podziemną „Solidarnością” podkreśla logo firmy pisane charakterystyczną solidarycą. Problem w tym, że w rzeczywistości ktoś taki jak Marian Kotarski w ogóle nie istnieje i nigdy nie istniał. Personalia wydawcy z „Rytmu” są wymysłem bezpieki, która dla lepszego zakonspirowania swojego funkcjonariusza oddelegowanego do podziemia, wymyśliła mu nową tożsamość.  

Człowiek służby

Prawdziwą postacią w tej opowieści jest Marian Pękalski, który urodził się w Szczecinie 11 października 1950 r. Po ukończeniu Technikum Gospodarczego imał się różnych prac, zapewne mało dla niego satysfakcjonujących, skoro na początku 1974 r. złożył podanie o przyjęcie do pracy w Służbie Bezpieczeństwa. Oficer kadrowy Komendy Wojewódzkiej MO w Szczecinie zanotował: „Uważam, że kandydat spełnia warunki i posiada predyspozycje do pracy operacyjnej, po wstępnym przeszkoleniu może realizować zadania wynikające z działalności Służby Bezpieczeństwa”. Pękalski swoją karierę w PRL-owskich służbach specjalnych rozpoczął od stopnia szeregowca. Kolejne lata przyniosły pasmo pozytywnych opinii, nagród i awansów. 10 maja 1977 r. kpt. SB Lechosław Bartosiak, następująco charakteryzował młodego funkcjonariusza: „Posiada osiągnięcia na polu pozyskiwania t.w. [tajnych współpracowników] oraz organizacji l. k. [lokali konspiracyjnych…] Samodzielny, o dużym poczuciu odpowiedzialności i trafności ocen. Ambitny. W stosunku do przełożonych zdyscyplinowany, wśród kolegów lubiany. Funkcjonariusz o dużej kulturze osobistej. Aktywnie uczestniczy w życiu społeczno-politycznym. Członek egzekutywy POP oraz wiceprzewodniczący Koła ZSMP.”

Pękalski od początku swojej służby był związany z cywilnym kontrwywiadem. W latach 1977-1980 studiował w Wyższej Szkoły Oficerskiej im. F. Dzierżyńskiego w Legionowie, którą ukończył z bardzo dobrym wynikiem. Obronił wówczas pracę dyplomową zatytułowaną: „Kontrwywiadowcza ochrona polskiej i radzieckiej Marynarki Wojennej w Świnoujściu”. We wstępie napisał m.in.: „Wzmożonej agresywności przeciwnika, polityce zakłamania, nacjonalizmu i rewizjonizmu, a z niej wynikającej także działalności wywiadowczo-dywersyjnej zobowiązane są przeciwdziałać wszystkie siły postępowe w naszym kraju. Szczególne jednak miejsce w tym zakresie przypada resortowi spraw wewnętrznych. Jego zadania sprowadzają się bowiem do ujawniania i likwidacji wszelkich faktów i zjawisk, które mogłyby zakłócić atmosferę polityczno-społeczną w kraju i opóźnić wcielanie w życie programu naszej partii. Doniosła rola w tym względzie przypada organom kontrwywiadu…” Wydaje się, że te słowa można uznać za ówczesne credo M. Pękalskiego. W „organach kontrwywiadu” na pewno chciał odegrać znaczną rolę.

Bardzo dobre wyniki uzyskane podczas studiów nie uszły uwadze jego przełożonych. Dostał awans na podporucznika, propozycję przeniesienia do Warszawy i pracy w Departamencie II MSW. 26 czerwca 1980 r. został młodszym inspektorem Wydziału VI w kontrwywiadzie.

Kontrwywiadowca w podziemiu

Wydawało się wówczas, że będzie kontynuował „kontrwywiadowczą ochronę jednostek wojskowych”. W resorcie następowały jednak ważne zmiany. Od lutego 1981 r. w Departament II Ministerstwa Spraw Wewnętrznych przejął część zadań Departamentu III, czyli włączył się do inwigilacji „Solidarności” i opozycji politycznej w kraju i na emigracji. Ważną rolę, już po wprowadzeniu stanu wojennego, odegrał Wydział VI Departamentu II. Nowe zadania otrzymał w tej sytuacji porucznik M. Pękalski, który miał stać się ważnym działaczem warszawskiego podziemia.

W pierwszych miesiącach stanu wojennego w stolicy największe zagrożenie dla władz stanowił Międzyzakładowy Robotniczy Komitet „Solidarności” (MRK „S”). W odróżnieniu od podziemnych władz regionalnych Związku (RKW), MRK „S” był nastawiony na konfrontację z władzami. Zorganizowane przez tą strukturę niezależne obchody 1 i 3 maja przyciągnęły tysiące warszawiaków. Do decydującej konfrontacji ulicznej miało dojść w drugą rocznicę podpisania porozumień sierpniowych. Działacze MRK „S” i popierający ich członek RKW, twórca radia podziemnego, Zbigniew Romaszewski, spodziewali się, że tym razem na ulice stolicy wyjdzie od 50 do100 tysięcy osób. Rozpoczęły się przygotowania.

  1. Pękalski stał się wówczas Marianem Kotarskim. Legitymował się dowodem osobistym wystawionym na to właśnie nazwisko. Była w nim podana ta sama data i miejsce urodzenia, oraz takie samo imię ojca, jak w dowodzie M. Pękalskiego. Nie został natomiast nigdy zarejestrowany w bazie PESEL. Co ciekawe, w tym czasie, zarówno Pękalski, jak i Kotarski byli zameldowani w tym samym mieszkaniu przy ulicy Świerczewskiego (obecnie Al. Solidarności), w pobliżu Placu Bankowego. Było to mieszkanie konspiracyjne kontrwywiadu.

W kwietniu 1982 r. M. Kotarski został formalnie zatrudniony w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, by „zalegendować” jego życie cywilne. Po tej dacie miał również wniknąć w struktury MRK „S”. Pomógł mu w tym inny ważny agent kontrwywiadu Sławomir Miastowski, w cywilu szef Komisji Zakładowej „Solidarności” w Wytwórni Filmowej „Poltel”.

Drugie oblicze M. Pękalskiego wiązało się ze zmianą zewnętrznego wizerunku. Pękalski-funkcjonariusz był gładko ogolony, miał krótkie włosy. Jego alter ego Marian Kotarski – jak na działacza „Solidarności” przystało – zapuścił brodę i wąsy, nosił dłuższe, lekko falujące włosy oraz posługiwał się pseudonimem „Tadeusz”. Jak relacjonowali działacze podziemia, nawet nie próbował udawać działacza zaangażowanego ideowo w działalność antykomunistyczną. Został „zalegendowany” w nieco inny sposób. Przedstawiał się jako pochodzący ze Szczecina człowiek zajmujący się drobnym przemytem, który zanotował wpadkę i musiał przeprowadzić się do Warszawy, gdzie jak twierdził, dalej zajmował się trochę nielegalnym handlem. Nikogo więc nie dziwiło, że ubierał się i zachowywał nietypowo jak na warszawskie podziemie. Dla podziemia stał się z kolei bardzo atrakcyjnym działaczem – miał mnóstwo wolnego czasu, pieniądze i samochód, którego w tamtych czasach wielu ludzi nie miało.

Miastowski wprowadził Kotarskiego-Pękalskiego do MRK „S”, zanim sam został zdekonspirowany. Władzom tak bardzo zależało na rozbiciu tej struktury przed przygotowywaną manifestacją w dniu 31 sierpnia 1980 r., że zaryzykowano utratą ważnego agenta. Miastowski przyczynił się do aresztowania Z. Romaszewskiego oraz szeregu czołowych działaczy MRK „S” i wtedy jego podwójna rola stała się jasna.

Niepotwierdzone tropy

Aresztowania w szeregach MRK „S” i dekonspiracja S. Miastowskiego postawiły pod znakiem zapytania dalszą karierę opozycyjną M. Kotarskiego. Wśród działaczy podziemia zaczęło się mówić, że on również ma związki ze służbami. Analizowano jego zachowania. Nie brakowało poważnych wątpliwości. Ukrywająca się w podziemiu Ewa Kulik, prowadząca sekretariat RKW, w liście z 3 października 1982 r. do jednego z czołowych działaczy Grup Oporu „Solidarni” napisała: „Informacja o Tadku pewna na tyle samo co informacja o Miastowskim. W tych sprawach nie ma się nigdy 100% pewności, chyba że otworzone zostaną archiwa SB. Przyszła jednak do nas z kilku niezależnych źródeł i to już dawno, ostatnio została sprecyzowana do tego stopnia, że musimy się z nią poważnie liczyć”. Ostrzeżenie zostało zlekceważone. Kotarski trochę zmienił podziemne kręgi i swoją dalszą podziemną karierę zawdzięczał zaufaniu, jakim mimo wszystko darzył go Teodor Klincewicz, szef Grup Oporu „Solidarni”, jednej z najważniejszych i najbardziej radykalnych struktur warszawskiego podziemia. M. Kotarski dzięki wyjątkowej pracowitości i samochodowi stawał się coraz bardziej znaczącą postacią stołecznej konspiracji. Jako osobisty kierowca T. Klincewicza był wprowadzany w wiele konspiracyjnych tajemnic. Znał m.in. adresy lokali, w których były gromadzone materiały wybuchowe, podrabiane dokumenty legalizacyjne, z wyprzedzeniem wiedział o planowanych akcjach. Co więcej – brał udział w niektórych z nich – a te zawsze musiały zakończyć się powodzeniem. Wydaje się, że jego zwierzchników zadowalał fakt posiadania szczegółowej wiedzy o planach podziemnych struktur, a więc możliwości kontroli, a zarazem bardzo dbali o „ochronę źródła”. Z perspektywy czasu można powiedzieć, że im ktoś był w podziemiu bliżej M. Kotarskiego, był mniej narażony na represje. Jednak nie zawsze. Dzięki informacjom dostarczanym przez Kotarskiego i innych Marek Gajek trafił do karnej jednostki wojskowej, Piotr Rzewuski trafił do więzienia, a Michał Mirecki po porwaniu przez funkcjonariuszy Departamentu II, przez wiele godzin był dręczony w Magdalence w ośrodku MSW, tym samym, w którym później odbywały się poufne rozmowy w trakcie „okrągłego stołu”. Jak wynika z teczki personalnej późniejszego „Rycerza Klio”, najprawdopodobniej latach 1984-1988 był on na etacie niejawnym („N”) w MSW.

Największe sukcesy M. Kotarski odnosił jako podziemny wydawca. Kierował Oficyną Wydawniczą Rytm, założoną przez T. Klincewicza i funkcjonującą w ramach Grup Oporu „Solidarni”. Drukował książki, pisma (m.in. „Tygodnik Mazowsze”) i ulotki. Nie trudno przewidzieć, że oficyna nie zanotowała żadnej wpadki, a jej rola stale wzrastała. W drugiej połowie lat 80. „Rytm” zaczął otrzymywać dotacje z Funduszu Wydawnictw Niezależnych. W 1988 r. Kotarski wszedł w konflikt z T. Klincewiczem i w konsekwencji opuścił szeregi Grup Oporu, ale nie z pustymi rękami. Oficyna wydawnicza stała się faktycznie jego własnością. Kotarski jeszcze w tym samym roku odniósł swój największy sukces – wydał wspomnienia Lecha Wałęsy „Droga nadziei”.

Sukcesy M. Kotarskiego przez cały czas były również sukcesami M. Pękalskiego. W 1982 r. otrzymał od władz Złoty Krzyż Zasługi, dwa lata później awans na kapitana, a w 1989 r. był już majorem. 15 czerwca 1990 r. zwolnił się z SB na własną prośbę, uzyskując już wtedy prawa emerytalne. W życiu cywilnym do dziś pozostał Marianem Kotarskim.

Odcinanie kuponów

Od 1990 r. M. Kotarski rozpoczął nowy rozdział w swoim życiu, stając się szefem ważnego, działającego już oficjalnie wydawnictwa. Oficyna Wydawnicza Rytm specjalizuje się w wydawaniu książek historycznych, dotyczących głównie naszej najnowszej historii. Jako wydawca jest zaprzyjaźniony ze środowiskami kombatanckimi. Odnosi kolejne sukcesy, których ostatnim akordem była opisana na wstępie promocja. Pozostaje pytanie dotyczące tego, jak ów zasłużony funkcjonariusz SB może do dziś funkcjonować publicznie jako Marian Kotarski? Odpowiedź jest banalnie prosta. Choć jest „twarzą” Rytmu, to według danych z Krajowego Rejestru Sądowego właścicielem wszystkich akcji tej spółki z ograniczoną odpowiedzialnością o wartości dwóch milionów czterystu tysięcy złotych,  jest jego żona Alicja Pękalska, zaś córka, Kamila Pękalska, jest prokurentem i sekretarką  dyrektora M. Kotarskiego.

Casus M. Pękalskiego-Kotarskiego jest niewątpliwie jednym z najciekawszych znanych przypadków penetracji środowisk opozycyjnych przez służby specjalne PRL. Nieco podobny przykład opisał przed laty Sławomir Cenckiewicz kreśląc sylwetkę Janusza Molki, który jako funkcjonariusz na etacie niejawnym („N”) przeniknął do trójmiejskiego i warszawskiego podziemia, aby rozpracowywać NZS, Solidarność Walczącą i wydawnictwo „Krąg”. Problem jest zatem poważny. Przez lata ukazały się liczne publikacje o agentach przenikających konspiracyjne organizacje. I słusznie, niemniej jednak nowym wyzwaniem dla badaczy powinno być ujawnienie kadrowych funkcjonariuszy SB „przebranych” za działaczy podziemia. Warto w tym miejscu wspomnieć, że w samym tylko Departamencie II MSW, gdzie pracował Pękalski vel Kotarski, na około trzystu oficerów operacyjnych, co dziesiąty, był w latach 80. na etacie niejawnym. Trzeba więc zadać kolejne pytanie: ilu jeszcze takich Marianów Pękalskich funkcjonuje w naszym życiu publicznym, posługując się fałszywą tożsamością? Odpowiedź kryje się w dokumentach zgromadzonych w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej.

Włodzimierz Domagalski

Kim jest “Tadeusz” / Marian Kotarski / tow. Marian Pękalski/Marcin, Skorpion ?? Życiorys zawodowy 1950 – 1990 na podstawie dokumentów IPN i wnioski dla środowiska Grup Oporu „Solidarni”.

Od dawna zdumiewa mnie bezwładność naszego środowiska w kwestii oceny mechanizmów, jakie działały w latach 80. i doprowadziły do Okrągłego Stołu, a także naszego udziału w procesach społeczno-politycznych z tamtego czasu. Podjęliśmy wtedy wyjątkową walkę, rzucając na szalę swój los, a nawet zdrowie i życie. Konsekwencją tego były przemiany w Polsce, Okrągły Stół i jedno z największych oszustw XX wieku, czyli przekształcenie komunistycznych zbrodniarzy w demokratów i wprowadzenie ich na europejskie salony. Mam przekonanie, że w naszym ówczesnym świecie, w świecie antykomunistycznej „konspiry” działy się rzeczy ważne, nie zawsze przez nas widziane, czy uświadamiane, często po prostu zupełnie przed nami zakryte i właściwie niewyjaśnione do dziś. Mrówcza praca historyków – Janusza Ramotowskiego, który w 2013 roku wydał książkę „Sto razy głową w mur” i Włodzimierza Domagalskiego, który odkrył prawdziwą tożsamość Mariana Kotarskiego – odsłoniła tylko część prawdy o funkcjonowaniu „konspiry” i działaniach podejmowanych przez SB w celu neutralizacji podziemia. Chciałbym spróbować dorzucić jakiś swój kamyk do tej budowli, jaką jest prawda o tamtych czasach. Na początek pozwolę sobie dokonać analizy ogólnodostępnych akt personalnych ( BU_0_604_1840 – t1,t2,t3) towarzysza Mariana Pękalskiego, długoletniego oficera Wydziału VI Departamentu II MSW ( cywilny kontrwywiad), którego w Grupach Oporu Solidarni znaliśmy jako „Tadeusza”, lub Mariana Kotarskiego.

  1. Urodzony w 1950 roku, kończy w 1967 Zasadniczą Szkołę Gospodarczą w Szczecinie, z wykształcenia rzeźnik, w latach 1964-1967 należy do ZMS, po skończeniu Zasadniczej Szkoły Gospodarczej podejmuje pracę i równolegle uczy się w Technikum Gospodarczym dla pracujących.

  1. W latach kwiecień 1971 – kwiecień 1973 odbywa służbę wojskową w JW. 4799 w Gdyni, wg opinii jego dowódcy plutonu – „dobrze wyrobiony społecznie i politycznie”. Niedługo później, w wieku 23 lat, na początku 1974 r składa podanie o przyjęcie go do SB w Komendzie Wojewódzkiej MO w Szczecinie.

  2. Kurs wstępny dla nowo przyjętych zdaje z oceną bardzo dobrą. Podejmuje pracę Służbie Bezpieczeństwa w Komendzie Wojewódzkiej MO. Ocena z pracy w KWMO w Szczecinie – „sumienny, pracuje nawet po godzinach, pomysłowy w realizacji zadań operacyjnych, ma na kontakcie 6 TW, członek egzekutywy POP PZPR i ZSMP, chroni polskie i radzieckie jednostki wojskowe”. Otrzymuje pochwały i wyróżnienia na piśmie. Szybko awansuje i jest chwalony przez przełożonych.

  3. W latach 1977 – 1980 studiuje w Wyższej Szkole Oficerskiej im. F. Dzierżyńskiego w Legionowie. Zakwalifikowanie młodego esbeka z niewielkim stażem na studia w WSO to wyraz wielkiego zaufania partii, której był aktywnym członkiem, resortu MSW i olbrzymie wyróżnienie. Na liście rocznika znajduje się obok Sławomira Petelickiego, późniejszego oficera wywiadu i generała brygady, który zginął w tajemniczych okolicznościach w 2012 roku. W dniu 12 czerwca 1980 r. Marian Pękalski uzyskał dyplom wyższych studiów zawodowych w zakresie prawno-administracyjnym oraz ochrony bezpieczeństwa i porządku publicznego. W czasie studiów pełnił funkcję II sekretarza KU PZPR i był aktywny w SZSP, gdzie pełnił funkcję przewodniczącego Komisji do Spraw Nauki Rady Roku. Po zakończeniu studiów I sekretarz KU PZPR w WSO im. F. Dzierżyńskiego wysyła list pochwalny do komendanta KWMO w Szczecinie, w którym pisze o tow. Marianie Pękalskim w samych superlatywach. List pochwalny kończy się słowami – „Jego dotychczasowa postawa pozwala sądzić, że będzie godnym kontynuatorem tradycji rzetelnej pracy i bezgranicznego oddania Partii, Narodowi i socjalistycznej Ojczyźnie”.

  4. W czerwcu 1980 r. otrzymał stopień podporucznika i stanowisko młodszego inspektora w dep. II MSW i zamieszkał w Warszawie. To kolejny przejaw olbrzymiego zaufania „partii i resortu”. Oznacza to bowiem również awans z prowincjonalnego Szczecina do centrali. Zgodę na zatrudnienie tow. Pękalskiego w tej jednostce MSW wydał gen. bryg. Władysław Pożoga, ówczesny dyr. Departamentu II MSW.

  5. Zwracają uwagę błyskawiczne, przyśpieszone awanse towarzysza Mariana Pękalskiego na wszystkich szczeblach esbeckiej kariery . Awanse w najbardziej interesujących latach osiemdziesiątych, kiedy był oficerem Wydz. VI Dep. II : 1982 – stopień porucznika, 1985 – kapitana, 1989 – majora MO

  6. Opinie z pracy w dep. II MSW : „aktywny członek PZPR i ZSMP”, „systematyczny i zdyscyplinowany w realizacji zadań służbowych, aktywny członek PZPR” (18.11.1982, major Stanisław Sieńko), „samodzielnie prowadzi rozpracowania, a także dba o wszechstronne wykorzystanie osobowych źródeł informacji” , „ w pełni zasługuje na przyśpieszony o jeden rok awans do stopnia porucznika MO” (1982, gen. bryg. Stanisław Sarewicz), „ jest pracownikiem wyróżniającym się ponad przeciętność, osiąga bardzo istotne efekty w pracy operacyjnej” (11.11.1983, mjr mgr Janusz Koronowski), ”osiągnął b. wysokie wyniki w pracy operacyjnej, jest aktywnym członkiem PZPR.” (24.06.1985, płk. mgr inż. Janusz Sereda), „za wybitne osiągnięcia w pracy zawodowej w okresie 1986/87 awansowany został w 1987 do stanowiska st. specjalisty i odznaczony KKOOP. Członek PZPR.” (1987, bez podpisu), „za wyniki w pracy zawodowej został awansowany, w przyśpieszonym terminie, w stopniu do majora MO i w stanowisku na specjalistę.” (1989), notatka na dokumentach personalnych z dn. 16.11.89 (a więc już grubo po Okrągłym Stole !!!) podpisana przez naczelnika wydz. VI – ppłk. Stanisława Sieńko – „odpowiada na zajmowanym stanowisku, przeprowadzić rozmowę wyróżniającą”.

  7. Po napisaniu prośby do Ministra Spraw Wewnętrznych Czesława Kiszczaka towarzysz Pękalski rozstaje się z resortem 15 czerwca 1990 r.

Marian Pękalski co najmniej od maja 1981 jest w Wydz. VI, Dep. II MSW. Jak wynika z dokumentów IPN i analiz historycznych tamtego czasu, wydz. VI dep. II MSW był jedną z najważniejszych jednostek organizacyjnych, odpowiedzialnych za rozpracowanie podziemia solidarnościowego. Rola tow. Pękalskiego była z pewnością ważna, ponieważ szybko znalazł się w strukturach podziemia wysoko, bardzo blisko Teodora Klincewicza – szefa GO „S” który był tak umocowany, że znał w Warszawie wszystkich, zarówno środowisko „Michnikowo-Kuroniowe”, jak i tzw. „przywódców podziemia” – Bujaka i innych, którzy w rzeczywistości pełnili rolę podrzędną. Jednak, trzeba powiedzieć, że rola tow. Pękalskiego do dziś jest nie rozszyfrowana. To z dużym prawdopodobieństwem nie była rola wyłącznie donosiciela, ale raczej wysoko ulokowanego agenta wpływu, który oczywiście pisząc regularnie raporty, konsultując decyzje z przełożonymi wpływał na opanowanie struktur i kierunki działań podziemia. Z pewnością współpracował z innymi agentami w konkretnych zadaniach operacyjnych, które dla kontrwywiadu były chlebem powszednim. Jest wysoce prawdopodobne, że zadania te znacząco wykraczały poza Grupy Oporu „Solidarni”. Raport „Tadeusza” z lutego 1987 roku, wysłany przez niego, a nie przez Klincewicza do jednej z instytucji „Solidarności” na zachodzie, może świadczyć nawet o tym, że od jakiegoś momentu to Klincewicz mógł być podporządkowany Kotarskiemu, a co najmniej ich znaczenie było równorzędne. Taki sam wniosek można wysnuć z bezproblemowego przejęcia przez Kotarskiego wydawnictwa „Rytm” w 1989 roku.

Wart jest zauważenia raport „Tadeusza”, opublikowany bez żadnego komentarza pod koniec 2018 r. w książce „Grupy Oporu Solidarni”, wydanej przez Fundację Polska Obywatelska. W szczególności warto zwrócić uwagę na datę jego powstania – luty 1987 w kontekście innych udokumentowanych wydarzeń z tamtego czasu. Mam na myśli skromną notatkę opublikowaną w podziemnym piśmie “CDN Głos Wolnego Robotnika”, w numerze 132. z 9 listopada 1985 r. , o następującej treści:

“UWAGA NA MARIANA KOTARSKIEGO, agenta SB, usiłującego pod własnym nazwiskiem penetrować różne środowiska opozycyjne, w których pojawił się po raz pierwszy w 1982 roku z rekomendacji innego, bardziej znanego agenta SB, Sławomira Miastowskiego”.

Niedługo później w “Tygodniku Mazowsze”, ważnej, a może nawet najważniejszej gazecie podziemnej „Solidarności”, w numerze 152. z 3 stycznia 1986 roku, zamieszczono oświadczenie zawierające odpowiedź na powyższą notatkę o następującej treści:

“Oświadczenie

Cała tradycja europejska głosi zasadę, że jakiekolwiek oskarżenie człowieka nie może być anonimowe, zaś wyrok orzekający o winie lub niewinności musi być wydany przez niezależne ciało wyrokujące po przeprowadzeniu wnikliwego postępowania wyjaśniającego, w którym oskarżony ma prawo do obrony. RKW NSZZ “Solidarność” regionu Mazowsze oświadcza, że opublikowana w numerze 132. Tygodnika “CDN – Głos Wolnego Robotnika” informacja, że wymieniona z imienia i nazwiska osoba jest agentem SB, sprzeczna jest z tą tradycją i wyrządziła niepowetowane straty moralne. Trudne warunki, w jakich przyszło nam prowadzić naszą działalność, nie są tu żadnym usprawiedliwieniem. Przeciwnie, musimy być szczególnie ostrożni wobec wszelkiego typu oskarżeń. Niedopuszczalne są zwłaszcza stwierdzenia, w których anonimowi autorzy uzurpują sobie prawa oskarżyciela, obrońcy i sędziego.

Dlatego stwierdzamy, że RKW Mazowsze będzie każdorazowo potępiać zamieszczanie tego typu oświadczeń i piętnować zachowanie ich autorów. Pisma zamieszczające takie informacje nie będą miały prawa reprezentowania naszego Związku. Działania wobec osób podejrzanych o współpracę z SB polegać mogą na wyłączeniu ich z pracy organizacyjnej. W wypadkach szczególnych RKW może powołać komisję społeczną działającą zgodnie ze statutem NSZZ “Solidarność”. Zwracamy jednak uwagę, że przeprowadzenie dochodzenia w takich sprawach jest niezwykle skomplikowanie, zaś dowody rzadko są przekonujące. Wyniki badań komisji będą publikowane jedynie w przypadku orzeczenia o winie bądź na życzenie zainteresowanego.

18 grudnia 1985 roku, RKW NSZZ “S” reg. Mazowsze: Konrad Bieliński, Zbigniew Bujak, Wojciech Kulerski, Jan Lityński”.

Powyższe cytaty podaję za artykułem Włodzimierza Domagalskiego z interia.pl pt. „ Czy agent bezpieki może być tolerowany przez bezpiekę” z 12.12.2013.

Raport „Tadeusza” ma datę luty 1987, a więc o około rok późniejszą.

Nie ulega wątpliwości, że oficer SB Marian Pękalski, którego dotyczą zarówno powyższa notatka, jak i oświadczenie znał dość szybko ich treść. Można zaryzykować twierdzenie, że jest jedną z pierwszych osób, które dowiedziały się o tych faktach dotyczących jego osoby ze względu na to, że był bardzo ważnym agentem Dep. II MSW w podziemiu solidarnościowym. Notatka była dla niego poważnym zagrożeniem, oświadczenie to zagrożenie w pewnym stopniu neutralizowało. O ile notatka mogła być dla niego jakimś zaskoczeniem, o tyle oświadczenie prawdopodobnie nie. Niewykluczone, że znał je przed opublikowaniem. Jak można bowiem zrozumieć fakt publikacji takiego oświadczenia wobec niezachwianego przekonania Ewy Kulik związanej z RKW, z roku 1983, prywatnie partnerki Konrada Bielińskiego, który podpisał oświadczenie, że Kotarski to ubek (patrz str. 229 książki Janusza Ramotowskiego). Czy w międzyczasie doszło do jakiegoś porozumienia między esbeckimi agentami, bądź ich mocodawcami a działaczami podziemia? To poważne pytania. W każdym razie nie ulega wątpliwości, że ważny działacz podziemia – Tadeusz/Marian Kotarski, podejrzewany o to, że jest agentem SB, na przełomie lat 1985/1986 jest broniony i osłaniany przez najwyższe władze podziemnej „Solidarności” – Bujaka, Bielińskiego, Kulerskiego i Lityńskiego. „Tadeusz” niedługo później, a może równolegle monopolizuje kontakty zagraniczne w GO „S” i wysyła w lutym 1987 na tzw. Zachód raport, o którym pisałem wyżej. Czy może wobec tego dziwić cytowana już notatka z jego akt personalnych – „za wybitne osiągnięcia w pracy zawodowej w okresie 1986/87 awansowany został w 1987 do stanowiska st. specjalisty i odznaczony KKOOP”? Oznacza ona, że „Tadeusz” awansuje równolegle, zarówno w „konspirze”, jak i w resorcie MSW.

W aktach personalnych Mariana Pękalskiego zwraca uwagę wysoka, lub bardzo wysoka ocena przełożonych, właściwa postawa „moralno-etyczna”, a także aktywny udział w POP PZPR i organizacjach młodzieżowych (ZMS, ZSMP, SZSP) na wszystkich szczeblach kariery. Wysoka ranga osób wydających opinię o Pękalskim świadczy o jego silnym umocowaniu i dużym znaczeniu dla resortu.

Na uwagę zasługuje również kwestia etatu niejawnego. Wiadomo bowiem, że na etatach niejawnych lokowano szczególnie zaufanych, wybranych oficerów. To była elita esbeckich elit. Na ok. 25 tys. funkcjonariuszy SB w 1989 r, max. kilkuset było na etatach niejawnych. A ilu ich było ulokowanych w strukturach solidarnościowego podziemia? Z pewnością była to mniejsza liczba, być może kilkudziesięciu, max. 100 – 150 funkcjonariuszy. Jest jednak prawdopodobne, że jakaś część z nich ma znaczący wpływ jeszcze dziś na ważne sprawy w naszej ojczyźnie choć nie znamy ich tożsamości – tak, jak nie znaliśmy jej przez 30 lat w przypadku towarzysza Mariana Pękalskiego.

Na czym w rzeczywistości polegała praca towarzysza Mariana Pękalskiego w związku z rozpracowaniem solidarnościowego podziemia, z kim współpracował, kto nim kierował, jakie mu stawiał zadania – to jest dziś bardzo niejasne. Praktycznie niewiele o tym wiemy, oprócz tego, że był oficerem w Wydz. VI, Dep. II MSW i znamy pewną liczbę cotygodniowych raportów „Marcina” i „Skorpiona”. Wg analizy, którą przedstawił Janusz Ramotowski w publikacji „Sto razy głową w mur” „Marcin” i „Skorpion” to dwa ( w różnym czasie ) esbeckie pseudonimy Pękalskiego. Sam zainteresowany milczy w sprawach swojej rzeczywistej roli w latach 80tych, znając los swojego kolegi ze studiów w WSO im. Feliksa Dzierżyńskiego, sąsiada z listy rocznika -Sławomira Petelickiego. Nie potwierdza i nie zaprzecza wielu faktom i analizom z książki Janusza Ramotowskiego. W żaden sposób się do nich nie odnosi. Po rozpoznaniu jego prawdziwej tożsamości i wydaniu książki „Sto razy głową w mur” tworzy swoją nową legendę (następną z kolei ) , wg której miałby jakoby przejść na naszą stronę, równolegle będąc agentem w GO „S”. Stoi to jednak w rażącej sprzeczności z pochwałami, wyróżnieniami, awansami za „wybitne osiągnięcia” w pracy operacyjnej na rzecz resortu MSW przyznawanymi w tym samym czasie, w którym miałby jakoby przechodzić na naszą stronę. Marian Kotarski/ towarzysz Marian Pękalski po 1989 roku, przez ponad dwadzieścia lat udaje kombatanta podziemia, manipuluje ludźmi, występuje pod tożsamością osoby stworzonej na potrzeby komunistycznego kontrwywiadu, prowadzi wydawnictwo, a nawet odbiera wysokie odznaczenia państwowe. Jednocześnie pobiera wysoką esbecką emeryturę. Okazuje się, że w „państwie prawa” były komunistyczny agent, funkcjonuje sobie nadal, podobnie jak w latach 80. Przecież samo posługiwanie się fałszywymi dokumentami to sprawa karalna, a co mówić o zbudowaniu i korzystaniu przez wiele lat z dwóch równoległych tożsamości. Są i kolejne pytania. A może ma jeszcze inną tożsamość, nazwisko lub pseudonim i wypełniał jeszcze inne, nieznane nam zadania? Jaka była jego rola po 1989 roku, skoro jeszcze w listopadzie 1989 był aktywnym oficerem, a jego przełożony ppłk. Stanisław Sieńko zapisał w „Wynikach przeglądów kadrowych” – „odpowiada na zajmowanym stanowisku, przeprowadzić rozmowę wyróżniającą”? Czy po swoim formalnym rozstaniu z resortem MSW w 1990 r. rzeczywiście przestał mieć związki z bezpieczniakami ? Pełne rozszyfrowanie tej zagadki wniosłoby z pewnością dużo do naszej wiedzy historycznej, dotyczącej tamtego okresu i przygotowań władzy komunistycznej do tzw. Okrągłego Stołu, a także mechanizmów funkcjonowania III RP.

Na osobną uwagę zasługuje udział towarzysza Pękalskiego w wystawianiu ludzi podziemia resortowi MSW do aresztowań, a w szczególności udział w porwaniach Michała Mireckiego i Piotra Mazurka. Piotr Mazurek nie żyje, zaszczuty przez esbeków, prawdopodobnie popełnił samobójstwo. Być może ktoś mu w tym pomógł. Wiele wydarzeń z nim związanych pozostanie na zawsze tajemnicą. Ale wiemy o tym, że Piotr Mazurek, jeden z aktywniejszych działaczy GO „S” dobrze znał i współpracował z Tadeuszem/Kotarskim/Pękalskim. Nie ma najmniejszej wątpliwości, że funkcjonariusze bezpieki, osaczający i szantażujący Piotra Mazurka opierali się przede wszystkim na raportach jego fałszywego kolegi z podziemia. Ta śmierć niewątpliwie obciąża Kotarskiego. Bardziej rozpoznany mamy jednak przykład Michała Mireckiego, porwanego w czerwcu 1986 r. i maltretowanego psychicznie i fizycznie w Magdalence przez kilku oficerów Wydz. VI, Dep. II MSW. Michał, nasz kolega z podziemia, bardzo aktywny w GO „S”, zaangażowany m.in. w budowę nadajników radia Solidarność wyrwał się z esbeckiej matni i podpisując współpracę prawdopodobnie ocalił życie. Po wyjściu na wolność ogłosił, co się z nim działo, ale był jeszcze kilkakrotnie zatrzymywany przez swoich porywaczy. Była to sprawa w latach osiemdziesiątych bardzo głośna i zataczająca szerokie kręgi, bowiem Michał i jego środowisko pisali pisma do ważnych postaci życia publicznego, informowali zagranicznych dziennikarzy o wydarzeniach, doprowadzając po pewnym czasie do zaprzestania działań MSW wobec niego. Kiedy okazało się w 2012 r. , że „Tadeusz” w rzeczywistości był funkcjonariuszem tej samej jednostki MSW, z której wywodzili się porywacze Michała, to uzasadnione jest pytanie o jego udział w tym porwaniu. Biorąc pod uwagę fakt, że Michał Mirecki i Marian Kotarski ściśle współpracowali i spotykali się nawet bezpośrednio przed porwaniem to udział Kotarskiego w wystawieniu Michała jest prawie pewny. Ile jest takich czy podobnych przypadków, że działacze GO „S” byli wystawiani do aresztowania przez Kotarskiego? Z pewnością wiele, biorąc pod uwagę fakt wieloletniej inwigilacji środowiska GO „S” przez towarzysza Pękalskiego. Te aresztowania i porwania to kolejne „wybitne” osiągnięcia, które były powodem awansów i wyróżnień z okresu 1986/1987, choć można przypuszczać, że osiągnięć tych było znacznie więcej.

Nasze środowisko nie rozliczyło się z przeszłością. Nie tylko nie potrafimy rozpoznać roli już ujawnionego agenta wpływu, nie potrafimy również rozszyfrować kolejnych agentów działających w środowisku GO „S”. Na stronie 564 publikacji Janusza Ramotowskiego „Sto razy głową w mur” mamy następujący tekst: cytat…wśród nas działali tajni współpracownicy SB : “Andrzej”, “Jan” , “Marcin” , “Mariola” , “Marx” , “Nyrek” , “Paweł” , Piotr 1″, „Piotr 2″ , “Skorpion” , “Teresa” , “Tobiasz”… koniec cytatu. Za rozszyfrowanego w sensie agenturalności możemy uważać człowieka o wielu twarzach, towarzysza Mariana Pękalskiego, „Tadeusza”, Mariana Kotarskiego ( prawdopodobnie miał dwa znane esbeckie pseudonimy – „Marcin” i „Skorpion”, używane w różnym czasie – a ile jeszcze?), a także Piotra Skazę ( ps. Jan i Piotr ) oraz Wacławek Teresę (TW Piotr). Pozostało nam do rozszyfrowania 7 pseudonimów ; Andrzej, Mariola , Marx ( prawdopodobnie również, jak Pękalski związany z kontrwywiadem cywilnym MSW) , Nyrek , Paweł, Teresa, Tobiasz . Być może więc 7 agentów działa nadal w naszym środowisku, być może jest ich nawet więcej. Bo na jakiej podstawie moglibyśmy przypuszczać, że Janusz Ramotowski WSZYSTKICH namierzył ? Kim są ci agenci i CO DZIŚ ROBIĄ? Czy wówczas współpracowali i w jaki sposób z towarzyszem Pękalskim i czy dziś współpracują? Nie znamy odpowiedzi na te pytania. Nikt z naszego środowiska, oprócz Janusza Ramotowskiego nie wykonał poważnego wysiłku, żeby rozszyfrować agentów i poznać prawdę o tamtym czasie. Potężne znaczenie dla naszej wiedzy o solidarnościowej opozycji lat osiemdziesiątych ma również odkrycie przez Włodzimierza Domagalskiego prawdziwej tożsamości „Tadeusza”.

Najwyższy czas, koleżanki i koledzy „grupooporowcy”, żeby pójść dalej i wyjaśnić do końca rolę towarzysza Pękalskiego i jego współpracowników w Grupach Oporu „Solidarni” i naszej „konspirze”. W szczególności należy dowiedzieć się za jakie to „wybitne osiągnięcia”, oprócz znanych nam faktów tak szybko awansował nasz były kolega z podziemia, który okazał się być jednym z najbardziej zaufanych ludzi systemu komunistycznego w latach osiemdziesiątych?

Marek Głowacki, 16.10.2019